Jak chcecie mieć łazienkę marzeń albo sypialnię, albo kuchnie, albo nawet uszyć sukienkę marzeń to zwykle wykonanie poprzedza pomysł i projektowanie. Zastanawiacie się jakie kafelki, ile, gdzie najtaniej, kto doradzi, kto położy, listwa czy fuga na rancie, brodzik, kran, lampa i lustro. Projektujecie w bardzo szerokim ujęciu.

To samo dotyczy tworzenia Mapy Marzeń na dany rok. Na takiej Mapie znajduje się mnóstwo chceń, planów, pomysłów i konceptów. I każdy wymaga uważności i  pomyślenia. Często rozłożenia na czynniki pierwsze, obejrzenia ze wszystkich stron, zastanowienia się co też mi potrzeba, aby dane marzenie się zrealizowało. Marzenia się projektuje. Albo może raczej spełnianie marzeń się projektuje. Przemyśliwuje, przetwarza, opracowuje, panuje i obmyśla. Im lepiej to zrobimy, tym szybciej się stanie.

Pracowałam kiedyś z klientką nad takim marzeniem na jej Mapie. Aneta bardzo chciała swoje 45 urodziny spędzić w Barcelonie. Przyznam nieśmiało, że sama byłam tego inspiracją. Czasu było trochę, bo pojawiała się u mnie dobrych kilka miesięcy przed. To był czas na świecie, kiedy jak pomyśleliśmy sobie, że chcemy jechać gdzieś, to kombinowaliśmy jak pojechać, a nie jak przeżyć i być zdrowym.

Aneta miała taki pomysł, że zaprasza tam 7 swoich bliskich koleżanek, jadą na jakieś 3 dni, piją szampana urodzinowego w Parku Guell na wzgórzu z widokiem na miasto, leżą wieczorem na plaży, tańczą całą noc, a rano idą powoli Ramblą, siadają na kawę i gadają, gadają i potem znowu gadają. I jeszcze parę innych fajnych rzeczy robią. Na przykład idą do największego sklepu Desigual i wybierają ciuchy. Byłam, więc wiem, że to super zabawa.

Myk polegał na tym, że to miała być trochę niespodzianka dla wszystkich. I o ile na samej Mapie stało jak byk 45 urodziny w Barcelonie z i tu wymienione 7 imion to samo się nie zrobi. Potrzebny był plan do projektu.

Termin było dobry. Wiosna. Aneta oceniła, że wszystkie 7 kobiet dźwignie wydatki na miejscu i też może pojechać, bo dzieci w domu nie płaczą, a jeden dzień urlopu każda weźmie. Zarezerwowała apartament w centrum na 8 osób i to był jej koszt. Wybrała też loty i mogła je nabyć za kwotę 39 zł za osobę, bezzwrotne loty, jeżeli kupi te kilka miesięcy przed. To założyła, że też będzie jej koszt w tzw „ciemno”. 8 x 39 zł = 312 zł. Każda z kobiet miała dostać zaproszenie wraz z biletem. Pomysł zaprojektowany ze szczegółami. Nosiła się chwile z pomysłem i już prawie witała się z gaską, kiedy nastąpiła niespodzianka niespodzianek i pozaprzyczowa koincydencja i świadomość zbiorowa w pełnej krasie. Na imieniny w grudniu dostała od tych 8 koleżanek prezent – bilet do Barcelony i booking apartamentu i chóralne zapewnienie ze wszystkie z nią lecą. Kocham takie historie. Jak się dzieją, to myślę zawsze, że życie jest lepsze niż filmy.