Co jest ważne w pracy nad sobą? Od czego zacząć?
Na początku roku, w jednej z audycji radiowych, prowadzący użył słowa, które od razu zaprzęgłam do pracy: dezintegracja. Eleganckie określenie na to, co w istocie robię.
Najpierw przyjrzyj się temu, co masz. To, co dobre — zostaw. To, co Ci nie służy — usuń na tyle na ile to możliwe. A na uporządkowanym, oczyszczonym placu zacznij budować życie takie, jakie naprawdę chcesz mieć. Nie oglądając się na innych. Nie słuchaj tych, którzy „wiedzą lepiej”, a dotąd ingerowali w Twoje życie — niekoniecznie w zgodzie z Tobą.
Na dezintegrację nie zawsze jest czas. Czasem jest za wcześnie. Czasem trzeba najpierw zasiać ziarno i poczekać na wzrost. Czasem okoliczności nie sprzyjają. A czasem zwyczajnie brakuje siły na wielkie zmiany.
Jednak nadchodzi moment kiedy mówisz dość.
Już nie chcesz tak żyć. Nie chcesz tej pracy. Nie chcesz tej relacji. Nie chcesz tak wyglądać. Nie chcesz być w tym stanie. I wtedy zaczyna się proces.
Dezintegracja. Rozłożenie życia na czynniki pierwsze. Przyglądanie się sobie z uważnością, ciepłem, szacunkiem, ale też rozsądkiem. Bo nawet w chaosie jest wiele dobrych rzeczy — ludzi, miejsc, cech, doświadczeń. I to właśnie je zachowujesz. Odkładasz na bok, żeby później wykorzystać w nowej konstrukcji.
Warto wtedy spojrzeć szeroko — na wszystkie obszary życia. Niczego nie pomijaj. Pomoże Ci na pewno szablon Mapy Marzeń gdzie obszary sa nazwane i opisane.
A kiedy już oddzielisz to, co chcesz zachować, od tego, co odchodzi — zaczyna się jedna z trudniejszych części: czystka.
Jeśli chcesz wejść w nowy związek — dobrze jest zamknąć poprzedni. Posprzątać. Niektórzy wybierają „klin klinem” — to ich droga.
Jeśli chcesz zmienić pracę — trzeba wykonać pracę: szukać, sprawdzać, testować. Tu często polecam „zakładkę”, żeby nie zostawać bez zabezpieczenia.
Jeśli chcesz zadbać o zdrowie — najpierw sprawdź, gdzie naprawdę jesteś. Może na początek wystarczy regularność w jedzeniu. Może jedna aktywność w tygodniu. Może taka, którą naprawdę lubisz — nie taka, którą „powinnaś”.
Jeśli chcesz rozwijać umysł — zobacz, co już masz. Może wcale nie zaczynasz od zera. Może masz więcej, niż myślisz.
Dezintegracja to fragmentaryzacja. Rozkładanie życia na atomy.
A potem — kiedy masz już te wybrane elementy — przychodzi czas na integrację. Składanie ich w całość.
Jeśli proces był uważny i uczciwy — wiele zaczyna do siebie pasować. Jak puzzle. Bo Twoje życie to właśnie taka układanka.
To nie jest łatwe. Czasem boli. Czasem trzeba „wyrwać ząb”, którego nie da się już uratować. Czasem trzeba odejść z miejsca, które „jakieś jest”, ale Tobie nie służy.
Strach jest naturalny. Widzę go często u osób, z którymi pracuję. Wtedy rozkładamy wszystko jeszcze bardziej — na mniejsze kroki. Zaczynasz od rzeczy możliwych. Takich, na które jest zgoda w sercu i w głowie.
Każda zmiana ma swój proces. Warto, żeby przestrzeń między „skokiem na główkę” a nową wersją Ciebie była jak najpłytsza.
Co na to wpływa? Świadomość, wiedza o sobie, doświadczenie i wiara, że możesz coś zmienić — choćby jeden fragment.
Bo możesz. Naprawdę.
Wystarczy spróbować.