Od kiedy pamiętam, w moim dorosłym już życiu — w domu, pracy, związkach, relacjach, w wychowywaniu dzieci — nic nie było takie jak „u innych”. Zawsze było trochę inne, trochę wymyślone, trochę po mojemu. I bardzo często słyszałam, że to nie jest normalne.
Przyzwyczaiłam się do tego wcześnie. Jako dziecko słyszałam od mamy wielokrotnie, że jestem dziwakiem i życie nie jest takie jak ja sobie wymyślę.. Dziś o takich dzieciach mówi się: kreatywne, z inicjatywą, z pomysłem, pionierskie. Mówi się, że trzeba tę cechę rozwijać. Kiedyś się tego nie robiło. Kiedyś się to prostowało.
A ja uparcie budowałam świat po swojemu. Walczyłam, stawiałam się, buntowałam. I wiecie co? Dziś mam życie, jakie chcę. Nie idealne, nie podręcznikowe — moje.
Dziś wiem też, że nie muszę znać się na wszystkim. W jednym obszarze mogę być specjalistką, w innym totalnym amatorem. Jestem bardzo dobrym słuchaczem, potrafię pisać książki, pracować z ludźmi i widzieć połączenia tam, gdzie inni widzą chaos. Ale historia? Polityka? Kto jest kim i z kim? To przekracza moje komórki mózgowe. I wcale nie zamierzam tego nadrabiać.
I żeby było jasne — zrobiłam jedne studia, drugie studia, MBA. Jestem wykształconą, mądrą kobietą. A mimo to wiem, że mam obszary czarnych plam i że nie wszystkie muszą być zapełnione. Za to rozwijam się w kierunkach, które są dla mnie ciekawe, dobre i sensowne.
Tak samo było z Mapą Marzeń. Kiedy zaczynałam ponad 15 lat temu, byłam absolutnie przekonana, że każdy powinien ją zrobić. Że to najlepsze narzędzie pod słońcem, które wszystkim doda skrzydeł, uporządkuje życie i zrobi z nas lepszą wersję siebie.
Dziś wiem, że to nieprawda.
Mapa Marzeń to bardzo dobre narzędzie. A narzędzia nie są dla wszystkich w tej samej formie. Dwie osoby na dziesięć zrobią mapę graficzną sensu stricto. Pozostali wezmą jedno zdanie, jeden koncept, jeden impuls. Czasem połączą dwie bardzo ważne kropki w swoim życiu. Czasem w procesie pojawi się jedna mała myśl, która w ogóle nie ma nic wspólnego z mapą — po prostu wypłynie. I to ona zmieni wszystko.
Bo proces mapowy to nie jest wycinanie obrazków i przyklejanie marzeń. To decydowanie o sobie. To sprawdzanie: co ja tutaj robię? Czy to jest moje? Czy ja chcę tak dalej? To odnajdywanie się, weryfikowanie, uświadamianie sobie rzeczy, które wcześniej były pod powierzchnią.
I prawda jest taka, że nawet jeśli nie zrobisz fizycznej mapy, ona i tak powstaje w tobie. Czytając książkę, będąc na warsztacie, słuchając, rozważając, myśląc.
Mapa marzeń, mapa celów, planów, działań, chęci, potrzeb — to proces. To poznawanie siebie. Czasem na nowo. Czasem pierwszy raz naprawdę.
Może więc to, że jesteś „dziwny” albo „dziwna”, oznacza tylko, że budujesz życie po swojemu.
A to już całkiem dobra normalność.