Robię z ludźmi mapy indywidualne od ponad piętnastu lat. Przez moje ręce przeszły tysiące map i tysiące ludzkich historii. Napisałam kilka książek na ten temat, prowadziłam dziesiątki wykładów i warsztatów. I jedno wiem na pewno – ludzie zawsze mnie zaskakują.
Zaskakują tym, co odkrywają.
Zaskakują tym, na jakie decyzje się odważają.
Zaskakują tym, jak bardzo zmienia się ich życie, kiedy przestają przed sobą udawać.
Często dostaję wiadomości: „Zrobiłam mapę i zaczęło się dziać”. „Przyszedłem na sesję i moje życie obróciło się o 180 stopni”. To nie jest magia. To proces.
Jedna z moich ulubionych historii to historia Beaty. Marzyła o wyspie w kuchni i kominku. A skoro wyspa i kominek, to przecież trzeba kupić dom. W trakcie warsztatu zaczęła się zastanawiać, czy ona naprawdę chce mieć dom. I nagle przyszło olśnienie: mogę wyburzyć ścianę w mieszkaniu i zrobić wyspę. Mogę wstawić biokominek. Nie muszę kupować domu, którego wcale nie chcę. Powiedziała mi później: „Uratowałaś mnie przed kupnem domu”.
Mapa nie kupuje domu ani go nie sprzedaje. Mapa pokazuje prawdę.
Był też Tomek. Żonaty, z długoletnią kochanką i jeszcze jedną kobietą w tle. Trzy „ciastka”. Wszystko poukładane: pieniądze, firma, zdrowie. Chaos w polu miłości. Pracowaliśmy kilka miesięcy. To nie była szybka decyzja. Mapa to nie obrazki – to głęboki proces. Ostatecznie podjął decyzję: rozwód. I co więcej – nie chciał być z żadną z tych kobiet. Potrzebował być sam. Dowiedzieć się, czego naprawdę chce.
Czasem największą zmianą nie jest nowa relacja. Czasem jest zatrzymanie się.
Te realne zmiany w życiu ludzi zawsze są procesem. Niewiarygodnie dużo osób po zrobieniu mapy zmieniło pracę. Ale to nie wygląda tak, że ktoś wychodzi z warsztatu i następnego dnia rzuca wypowiedzenie. Najpierw jest liczenie pieniędzy, zabezpieczenie się, plan przejścia. Wiele osób wysyłałam do doradców zawodowych, bo to nie jest moja działka. I dostaję potem maile: „Karino, poszłam do doradcy przy urzędzie miejskim i po raz pierwszy wiem, co chcę robić. Teraz oni pomagają mi przejść z jednej pracy do drugiej”.
To są zmiany realne. Odpowiedzialne. Przemyślane.
Tak samo w relacjach. Ktoś odbudowuje przyjaźń, która się zagubiła. Ktoś naprawia relację z dzieckiem. Ktoś decyduje się zakończyć coś, co nie służy. Na wykładach dużo mówię o zdrowiu – o badaniach, o ćwiczeniach, o dbaniu o formę psychiczną. Jedna z kobiet napisała do mnie, że to, że „zmusiłam” ją do zrobienia badań przy pracy nad mapą, uratowało jej życie. Diagnoza była poważna, ale na czas.
Czasem zmiana to leczenie.
Czasem zmiana to decyzja biznesowa.
Czasem zmiana to rozmowa z przyjaciółką.
W procesie mapowym człowiek – mówię to metaforycznie – rozbiera się do naga. Zdejmuje maski. Przestaje grać role. Ma odwagę zobaczyć siebie takim, jakim jest. I zapytać: czy to życie jest moje? Czy ta praca jest moja? Czy ta relacja jest moja? Czy chcę iść w prawo czy w lewo?
Mapa Marzeń nie jest magiczna. To narzędzie. Struktura. Plan działania na najbliższy rok. Ale w trakcie jej tworzenia dzieje się coś znacznie ważniejszego: człowiek zaczyna być ze sobą uczciwy.
Przygląda się swoim zasobom. Sprawdza, gdzie jest, a gdzie chce być. Czasem odkrywa, że nie wie, czego chce – i to też jest początek. Czasem wystarczy jedna decyzja, jedno uświadomienie, jedno „już wiem”.
Mapa nie zmienia życia za ciebie.
Ale daje przestrzeń, w której możesz je zmienić.
A kiedy już zobaczysz prawdę o sobie, bardzo trudno wrócić do udawania, że jej nie znasz.