Jak zrobić mapę marzeń? - Mapa Marzeń 2020 - Karina Sęp | Krok po kroku
Od kiedy pamiętam, czyli pewnie przez całe moje dorosłe życie, stosuję metodę planowania w postaci czegoś, co moja córka nazywa „kwadratami opętania”. Kiedy sama zaczęła w ten sposób planować swoje zajęcia, treningi, czas do nauki czy czas wolny, okazało się, że mamusiny sposób działa. Teraz gdy na świecie są już wszystkie możliwe kalendarze, we wszystkich możliwych formatach, kształtach i ujęciach, moje kwadraty opętania nie są odkryciem.
Jednak sprawdzały się przez lata. Projektowałam je zarówno dla siebie, jak i dla zaprzyjaźnionych kobiet, które domagały się, wydania tego w formie papierowej. Cóż to jest?
 
Na lodówce, która jest centrum zarządczo-informacyjnym w moim domu, wisi od zawsze arkusz papieru podzielony na kwadraty czy prostokąty. Zwykle obejmuje dwa miesiące i jest stosunkowo duży (używam arkuszy do flipcharta). W ten arkusz wpisywane jest wszystko to, co dzieje się w domu. Dodatkowe lekcje, wyjścia, zielone szkoły, planowane kino, moja wizyta u kosmetyczki, wyjazdy służbowe, randki z dzieckiem, wizyty lekarskie, pilne informacje i mnóstwo, mnóstwo innych zdarzeń. Każdy z domowników może się wpisać i każdy też może obejrzeć, gdzie kto jest i o której ma zamiar wrócić, wyjechać czy cokolwiek innego zrobić. Kopię takich kwadratów opętania mam zawsze w swoim kalendarzu podręcznym. Przez wiele lat miałam po prostu miniaturkę tego, co na lodówce, i wymiennie to uzupełniałam. Jakiś czas temu znalazłam w końcu kalendarz podręczny, który spełnia moje oczekiwania, i nie muszę mieć już tych miniaturek zrobionych gospodarskim sposobem. Wiem, że ludzie teraz mają superorganizery, palmtopy, laptopy – to się wszystko uzupełnia i synchronizuje w bliżej nieokreślonej wirtualnej chmurze, i w ogóle samo robi. Otóż robi się wielu ludziom, ale mnie się nie robi, bo ja ciągle lubię moje funkcjonalne i ogarniające wszystko „kwadraty opętania”.
Może kiedyś osiągnę taki stan pojmowania technicznego, że będzie mi się wirtualnie synchronizowało, pikało, powiadamiało i odznaczało. Na dziś jednak sprawdzają się płachta na lodówce i kopia w kalendarzu. System jest na tyle funkcjonalny, że nawet moje stechnicyzowane dzieci, gdy przychodzi koniec miesiąca i nie ma jeszcze planu na kolejny, mówią: „Mamo, czas na nowy, mogę zrobić”. „Kwadraty opętania” spełniają swoją funkcję, a ja, naczelna szamanka i czarownica w mojej rodzinie, zarządzam tym wszystkim.
 
To tekst z książki „Ogarnij swój dzień”. Pisany wiele lat temu. Dziś dalej obowiązują w moim domu kwadraty. I mimo postępu różnych super aplikacji używamy ich na bieżąco wpisując dane. Wszyscy łącznie z trójką technicznych nastolatków. Flipchart na lodówce zastąpiły dawno dwie ogromne białe tablice sucho ścieralne (był czas ze były 3… ). Sprawa jest o tyle ważna, że nawet przy planowaniu remontu tak jak planuje się miejsce na kuchenkę tak planuje się u mnie w kuchni miejsce na tablice i to w dodatku, żeby było ergonomiczne. Jeden z moich kolegów jak kiedyś to zobaczył powiedział, że mój dom to lotniskowiec. I ja jestem kapitanem na mostku z tymi tablicami. No coś w tym jest.
Jest coś specyficznego w tym ręcznym wypisywaniu, zmienianiu, zarządzaniu. To tak jak z Mapą Marzeń. Warto ją zrobić ręcznie, wypisać fizycznie, aby powstało połączenie ręka głowa. Tam gdzieś po drodze dzieją się procesy, które są bezcenne i ważne.