Przychodzi w życiu czas na pewne decyzje. Jeżeli nie zostaną podjęte, to pociąg życia odjedzie i kolejna okazja na zrobienie czegoś, być może ważnego, jedynego w swoim rodzaju – już się nie powtórzy. Co prawda przyjedzie inny pociąg – bo zawsze jakiś przyjeżdża – jednak w rozkładzie jazdy życia coraz mniej będzie takich, które zawiozą nas tam, gdzie chcemy i dadzą możliwość ważnych dla nas zmian. Pewne pociągi już nigdy nie przyjadą i do nich nie wsiądziemy. Too late! To jest fragment z mojej książki „Orgazm na szczycie”. Wiele razy jak zdarza mi się zachęcać ludzi podczas robienia ich Mapy Marzeń, Mapy Firmy czy Mapy Managera rozmowy, konsultacji czy pracy nad porządkowanie spraw życiowych, do zrobienia rzeczy dziś, jutro, teraz. Kiedy mamy siły, czas, pieniądze, zdrowie i chęć. Bo zwyczajnie z czasem przestaje nam się chcieć już tak jak kiedyś. I zwyczajnie fizycznie nie mamy już siły wziąć udziału w maratonie czy robić wymarzonych pięcioletnich studiów. Oczywiście generalizuję, bo dużo ludzi to robi, ale większość nie.

Żeby nie było, że jestem hamulcową do waszych marzeń i planów, to raczej potraktujcie to jako sygnał ostrzegawczy. Że warto marzyć i robić rzeczy tak szybko jak się da. Bo jutra może nie być, o czym ostatnio mieliśmy okazję się przekonać.

Dobrym przykładem jest szeroko pojęte podróżowanie, oglądanie nowych i starych miejsc, wyjeżdżanie. Ostatnio przeczytałam ciekawy artykuł w Wyborczej Pauliny Wilk, której sposobem pisania zachwyciłam się właśnie i na pewno kupię jej książki. Pisze o zmianie podejścia do podróżowania i o tym, że zacznie w końcu wybrzmiewać w nas to co ważne i gdzie naprawdę chcemy pojechać. Bo trzeba się będzie wysilić i finansowo i organizacyjnie, żeby znaleźć się w miejscu, które jest ważne, które naprawdę chcemy zobaczyć, dotknąć, poczuć i być tam. Doświadczyć z określonych przyczyn.

Tak jest ze mną. Do tej pory nurkowanie w Egipcie było funkcją czasu dostępnego i pieniędzy, ale jak się dobrze postarałam, to pieniądze nie były duże i wszystko było dostępne. Teraz kiedy nie mogę nagle wsadzić głowy pod wodę w miejscu, które powoduje u mnie stan alfa to wartość tego co dzieje się ze mną w błękitnej toni okazała się być jeszcze ważniejsza niż myślałam. Wiedziałam, że „dotykanie dna i przytulanie się do ziemi w czystej postaci” jest ważne, ale odczułam ten brak bardzo boleśnie. Ja mogę sobie powiedzieć, że wykorzystywałam możliwość w stopniu przyzwoitym. I wiedziałam, że to ważne i wartościowe dla mnie. Natomiast czy Wy wiecie, co daje wam siłę i moc? Czy wiedzie, że pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają i warto wsiadać kiedy są.