Poszłam na fizjoterapię, bo czułam, że nie jestem w stanie poradzić sobie ze sztywnieniem lędźwi tylko ćwiczeniami, rozciąganiem i własną pracą. Czułam, że potrzebuję kogoś, kto zajmie się tym fachowo, sięgnie głębiej i rozpracuje pewne rzeczy.
fizjoterapeutka obejrzała mnie dokładnie, dotknęła mojej kostki i mówi: „A ta wielka blizna, to co z nią?” Dwa lata temu miałam operację stawu skokowego, rekonstrukcję więzadeł. Sprawa zakończyła się sukcesem, noga działa, wszystko jest cudownie. Została jednak blizna, o której nikt mi nie powiedział, że należy ją rozpracowywać, zmiękczać. To ma nawet swoją nazwę — mobilizacja blizny.
I okazuje się, że to jest kluczowy element procesu gojenia. Żeby uelastycznić tkankę, poprawić krążenie, regenerację, żeby usprawnić funkcjonowanie całego obszaru po nadwyrężeniu. Możemy robić to sami w domu, jeśli wiemy jak, ale najlepiej pójść z tym do kogoś, kto się na tym zna.
Od czasu, kiedy moja blizna na kostce została rozmasowana, uelastyczniona i zmobilizowana zupełnie inaczej mi się chodzi. Inaczej funkcjonują moje nogi, bo oczywiście fizjoterapeutka zajęła się też całością.
I wtedy przyszła do mnie jeszcze jedna myśl. Każda blizna wymaga zaopiekowania się, rozmasowania, ciepłego dotyku, uelastycznienia, uważności, pochylenia się i zdbania. Po to, żebyśmy dobrze funkcjonowali.
Ale jest jeszcze inny rodzaj blizn.
To blizny po złym słowie, które usłyszeliśmy. Blizny po krzyku, po rozstaniu, po trudnych zmianach, strachu, lęku nawet tym codziennym.
I kiedy coś takiego się wydarzy, warto zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu, co takie — czasem zwyczajne — słowo zrobiło w naszej duszy i w naszych emocjach.
Nie zostawiać tego. Nie puszczać mimochodem, tylko zatrzymać się i odkręcić.
Szef powiedział, że do niczego się nie nadajemy. Że nie można na nas liczyć.
Czy to jest prawda? Czy to ma sens? Czy ta osoba jest dla nas autorytetem? Czy naprawdę chcemy w to wierzyć?
Po to, żeby to odrzucić albo skorygować. Ale nie nosić w sobie. Nie zostawiać tych małych gwoździ.
Jest opowieść o gwoździach wbijanych w płot. Wnuczek przyszedł do dziadka, a dziadek powiedział:
„Za każde złe słowo, które powiesz drugiemu człowiekowi, idź i wbij gwóźdź w płot.” Wnuczek wbijał. Coraz więcej i więcej. Ale potem rozpoczął się proces zmiany. Coraz mniej gwoździ. Coraz mniej złych słów. Aż przestał ranić ludzi.
Wtedy dziadek powiedział: „A teraz za każde dobre słowo, które dasz ludziom, wyciągnij jeden gwóźdź.” Po jakimś czasie wszystkie gwoździe zostały wyciągnięte. Ale ślady w płocie pozostały.
Blizny, które długo się goją. My jesteśmy dokładnie taką tkanką.
Jeżeli ją mobilizujemy — czy to w bliźnie fizycznej, czy w bliźnie emocjonalnej — mamy ogromną zdolność samo naprawy. Ogromną zdolność regeneracji i wracania do dobrostanu.
Tylko trzeba się tym zająć. A jeżeli sami sobie nie radzicie — to też jest w porządku. Warto wtedy poszukać specjalistów.