Dawno, dawno w zamierzchłych czasach XX wieku, kiedy miałam dwadzieścia lat, a komputery składane pecety wchodziły do życia codziennego, jedną z podstawowych czynności była defragmentacja dysku.
Czym jest defragmentacja dysku?
To proces porządkowania danych na dysku twardym (HDD), który polega na układaniu pofragmentowanych plików w taki sposób, aby zajmowały sąsiadujące ze sobą sektory. Dzięki temu głowica dysku wykonuje mniej ruchów, co znacząco przyspiesza odczyt danych i poprawia ogólną wydajność komputera.
Ja taką defragmentację dysku mojego mózgu przeprowadzam od wielu, wielu lat w swojej głowie, bardzo regularnie.
Ludzie znają mnie z tego faktu, że mówię: „Nie, dziś nie mogę tego zrobić, bo nie mam ani jednej wolnej komórki mózgowej. Jak mi się coś zwolni, to się tym zajmę.”
Można się z tego śmiać albo nie, ale wiadomo, że jak mi się zwolni, to się zajmę, bo zrobi mi się przestrzeń. Zrobi mi się przestrzeń na dysku, jakim jest mój mózg.
Całe życie na 300% (żadna chluba, żeby jasne było) pełen etat w korporacji, druga, a często i trzecia praca, trójka dzieci, dom na głowie, pasje, znajomi, związki i naprawdę mój mózg był upakowany do ostatniej możliwej komórki.
I teraz, żeby móc robić więcej — bo przy pracy na 300% niewiele da się już wcisnąć — trzeba było robić tak:
– wyrzucać regularnie komórki, które były bezsensownymi rzeczami zapakowane.
– weryfikować na bieżaci, co wkładamy do tych komórek i czy na pewno chcemy to tam włożyć do swojego mózgu, żeby obrabiała ta komórka daną rzecz.
– czy dana rzecz ma sens?
– czy chcemy się nią zająć teraz, czy może za rok, za miesiąc, a może za tydzień — ale nie dziś?
Bo pojemność naszego mózgu jest określona. Tak jak pojemność dysku, który zdefragmentowaliśmy, też jest określona i nie da się jej bardziej rozciągnąć.
Za to im jesteśmy starsi skrada się znienacka taka akcja — na początku niedostrzegalna, a potem coraz bardziej — jak to mówię, „dziury w mózgu”. Czyli niektóre z tych komórek już nie działają tak szybko, śpią, nie chcą wstać i w ogóle odmawiają współpracy. Bo są wypalone, zmęczone, nie zregenerowane na czas, źle odżywione itd. Więc powierzchnia aktywnego naszego mózgu, naszego dysku zmniejsza raczej niż rozciąga.
I tym bardziej trzeba wyrzucać i defragmentować — czyli ustawiać te komórki koło siebie, żeby jak najwięcej wolnej przestrzeni mieć do obróbki.
O tym też mówi Teoria Obracających się Kręgów — że mamy tak wiele „komórek obracających się” i że trzeba się naprawdę przyglądać temu co wsadzacie do swojej głowy, jak przetwarzacie, procesujecie waszym mózgiem, czy to, co tam macie, ma sens, czy może są tam rzeczy, które psują wam cały system.
I co najważniejsze — czy macie wolne miejsce. Bo jeżeli na dysku jest mało wolnego miejsca, to on po prostu wolniej chodzi. I dlatego się zacinacie, dlatego nie pamiętacie, dlatego nie wiemy, po co poszliśmy do piwnicy, po co wyjechaliśmy z domu albo dlaczego jedziemy nie tą drogą.
Więc róbcie sobie taką defragmentację dysku.
I przeczytajcie teorię obracających się kręgów — bo naprawdę pomaga w decydowaniu, jak ogarniać ten nasz mózgowy dysk.