Świat dzisiaj wygląda trochę jak zamawianie kawy na stacji benzynowej. Chcesz zwykłą kawę, a nagle musisz podjąć sześć albo osiem decyzji: duża czy mała, czarna czy biała, z pianką czy bez, z jakim mlekiem, z syropem czy bez. I bywa, że w połowie tej wyliczanki jesteś już tak zmęczona, że odechciewa ci się tej kawy.
Życie działa podobnie. Projektowanie mapy życia to w gruncie rzeczy zarządzanie nieustannym procesem decyzyjno-realizacyjnym, który toczy się w twojej głowie bez przerwy. Codziennie podejmujesz tysiące decyzji. Część dzieje się automatycznie i nawet ich nie zauważasz. Przy innych zatrzymujesz się na chwilę. A są też takie, które są ciężkie jak głaz i nie masz pojęcia, w którą stronę zrobić krok.
W swojej Teorii Obracających się Kręgów rozróżniłam różne typy decyzji, które podejmujesz, robiąc mapę. Ale one dotyczą po prostu życia.
1. Decyzje proste, jasne, oczywiste.
To te, nad którymi nie musisz się specjalnie zastanawiać. Wiesz, że chcesz, żeby twoje dziecko skończyło liceum. Wiesz, że chcesz pojechać do Chorwacji na wakacje. Wiesz, że musisz przeczytać piętnaście książek do doktoratu. Wiesz, że skoro potrzebujesz mówić po angielsku, zapisujesz się na kurs. To są rzeczy klarowne. Umieszczasz je na mapie i idziesz dalej.
2. Decyzje trudne, konieczne i nieuniknione.
Mapa jest życiem, więc są na niej także sprawy, które nie są przyjemne, ale są potrzebne. Zdrowie jest tu najlepszym przykładem. Badania, czasem drogie, czasem bolesne, czasem wymagające wyjazdu na drugi koniec Polski. Kolonoskopia, którą odkładasz, choć ciało mówi „zrób to”. Rentgen, kiedy kaszel nie mija. Najpierw lekarz, potem skierowanie, potem kolejny etap. To są decyzje, które możesz odkładać w nieskończoność, ale one nie znikną. Dlatego warto wpisać je na mapę, często z datą realizacji. Żeby były nazwane i osadzone w czasie.
3. Decyzje wymarzone, wyśnione i długo oczekiwane.
To ta marzeniowa część mapy. Jakiego partnera chciałabyś mieć. Na jakie wakacje pojechać. Co sobie kupić. Jak zrealizować swoją pasję na drugim końcu świata.
To jest też kategoria pomysłów „głupich”, „nierealnych”, „niemożliwych”, „nie wypada”, „bo mi nie przystoi”, „bo to bez sensu”. Chowasz się trochę w krzakach z takim marzeniem. Udajesz, że go nie ma. Śmiejesz się z niego, zanim ktoś inny zdąży je wyśmiać.
A przecież robiąc mapę, wielokrotnie widziałam moment, w którym ktoś mówił: dobrze, niech w końcu na mojej mapie znajdzie się to marzenie o posiadaniu motoru. O pójściu do Santiago. O zrobieniu w tym roku balu przebierańców, choć mam czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. To są bardzo różne, czasem dziwne decyzje. Ale one są żywe. One są twoje.
I często to nie świat mówi „nie”. To ty sama stawiasz granicę realizacji. Bo nie zasługujesz. Bo tak się nie robi. Bo to nieuczciwe wobec innych. Bo trzeba być rozsądną. Bo kobiecie nie wypada. A przecież to są właśnie te decyzje, które przywracają kolor.
4. Decyzje do skasowania, porzucenia i zamknięcia.
Nosimy je w plecaku latami. Ciążą, powodują, że barki się kulą, oddech jest płytki. To niedokończone sprawy, stare zobowiązania, pomysły, które już dawno przestały być twoje. One działają jak otwarte programy w komputerze. Przychodzi informatyk i mówi: ile ty masz tu w tle programów i aplikacji uruchomionych? Nic dziwnego, że system działa wolno. Wyrzucenie niepotrzebnych procesów uwalnia, oczyszcza, przywraca przestrzeń. Na mapie to jedna z pierwszych rzeczy, które warto zrobić.
5. Decyzje, o których wiesz, że prawdopodobnie nigdy się nie zrealizują.
Są takie marzenia, których realność jest bliska zeru. A jednak lubisz je mieć. Dobrze robią twojej głowie i sercu. Czasem to ty sama stawiasz im granicę: nie zasługuję, nie wypada, to nie w porządku wobec innych. Szczególnie my, kobiety, chcemy być w porządku wobec wszystkich. Często kosztem siebie. A może te marzenia nie potrzebują realizacji, tylko obecności w twoim polu widzenia, żeby przypominać ci, kim jesteś?
Twoją mapą może być dziś zwykła lista. Wypisz wszystko, co nosisz w głowie. Posegreguj według tych pięciu kategorii. Zobacz, ile decyzji jest naprawdę twoich, ile jest koniecznych, ile jest przeterminowanych, a ile tylko zajmuje pamięć.
Odciąż swój dysk. Zrób porządek w procesach, które mielą się bez końca. Kiedy uporządkujesz decyzje, odzyskasz energię. A wtedy kawa – nawet ta z ośmioma pytaniami – przestanie być problemem.
To jak? Robisz swoją listę jeden, dwa, trzy, cztery, pięć i sprawdzasz, czym naprawdę jesteś dziś zmęczona?